Rodzina na swoim

Ni stąd, ni zowąd postanowiłem zalogować się tu ponownie. Nie mam od dawna (bo zgubiłem) Powershota, który leżał u podstaw egzystencji całego bloga. W tzw. międzyczasie zdążyłem usunąć także profil na facebooku. Do odgrzania tego wege kotleta zachęcił mnie jednak konkurs pod patronatem Adama Wajraka, pt. Powrót do natury. Dzięki temu, że mam dobrych przyjaciół i znajomych, mogę wziąć w nim udział, bo, po pierwsze: sprezentowali mi na urodziny nowy aparat, po drugie: miałem od kogo pożyczyć teleobiektyw do niego.

Zatem, nie przedłużając. Ostatnie 2 tygodnie spędziłem na robieniu zdjęć konkursowych. Nie mogłem nie zajrzeć do Parku Sołackiego (w Poznaniu), który poza tym, że jest przepiękny, a założono go już w 1911 r., oferuje częste spotkania z łyskami, kokoszkami wodnymi czy wiewiórkami. To jednak „zwykła” kaczka krzyżówka dostarczyła mi najwięcej materiału i radości. Kaczki te zna każdy, ale nie każdy może wejść na parkowy cypel i obejrzeć sobie ich życie rodzinne z tak bliska:)

To by było na tyle. Chciałbym jeszcze kiedyś coś tu napisać. Podobno chcieć to móc.

P.S.
Przez jakiś czas nie dysponowałem żadnym aparatem, więc siłą rzeczy robiłem zdjęcia telefonem. Powstał z tego instagramowy profil, który prowadzę wspólnie z kolegą. Zachęcam do odwiedzin!

 

Reklamy

O skrzynce lęgowej

Szanowny Czytelniku, witaj po ponad rocznej przerwie w pisaniu. Za przerwą tą nie kryją się żadne wielkie przeżycia, więc nie będę rozwijał wątku. W każdym razie poczułem dziś, że w tę jesienną, słoneczną sobotę pora na dwa internetowo – terenowe powroty – jeden do jazdy na rowerze z Endomondo, a drugi do publikowania zdjęć i postów o ptakach. Chciałbym w kilku wpisach zaprezentować archiwalny materiał nazbierany przez ostatnie 14 miesięcy. Nowego, póki co, nie będzie, bo zostawiłem swój aparat daleko stąd i nie zanosi się, żeby przesyłka zwrotna z nim miała do mnie kiedykolwiek dotrzeć. Tyle tytułem wstępu – do dzieła.
Skrzynka (budka) lęgowa, to skrzynka (budka) w której ptaki mogą stworzyć swoje gniazdo, wysiedzieć jaja i odchować młode. Moją skrzynkę mieliście być może okazję zobaczyć w pierwszym z moich wpisów – wtedy znalazły się w niej mazurki.

Rok później pojawiły się w niej bogatki (parus major). Zwierzątka te są u nas bardzo popularne i na pewno kojarzą się z dokarmianiem słoniną. Tymon Tymański w piosence Trygław uznaje takie zachowanie wręcz za dowód dobroci, mogący służyć do obrony w procesie. W każdym razie ludzka dobroć czasem jest niedźwiedzią przysługą – solone mięso może w większym stopniu zaszkodzić niż pomóc, bo ptaki nie wydalają soli tak łatwo jak my. Jeżeli chcemy pomóc sikorkom, możemy kupić „bombkę” z nasion zatopionych w tłuszczu, przeznaczoną specjalnie dla nich.


Na zdjęciach widzicie też kota. Nie uważam, żeby był to wynik mojego zaniedbania. Ten kot naprawdę wszedł bardzo wysoko po pniu. Po zrobieniu zdjęcia postanowiłem zachęcić go do opuszczenia stanowiska, chociaż zrobiłem to bez większego przekonania. Po pierwsze dlatego, że nie sądziłem, że uda mu się zejść i zacząłem myśleć o drabinie, a po drugie dlatego, że byłem świadkiem zupełnie zwykłej sceny z życia zwierząt i trudno byłoby oceniać ją wg naszych standardów etycznych. Ostatecznie wszystko skończyło się dobrze i szybko, kot bardzo sprawnie zeskoczył na cztery łapy, a sytuacja się już nie powtórzyła. Dla ochrony przed drapieżnikami możnaby powiesić pod skrzynką specjalny kołnierz utrudniający wejście, ale w moim wypadku nie było już takiej potrzeby.


W tym roku w skrzynce pojawił się szpak (sturnus vulgaris). Szpaki wzięły wiosną nasz ogródek w posiadanie. Wyglądało, jakby wyrosły jak pączki na drzewach.


W końcu jedna para zajęła lokum. Swoją drogą, jak widzicie, co sezon zmieniają się gabaryty mieszkańców, z tendencją do zwiększania się. Szpak jednak nie zagrzał dłużej miejsca, obserwowałem go raptem kilka dni. Jestem pewien, że po otwarciu skrzynki znajdę wygodne gniazdko, ale żadnego śladu jajeczek. Czy było mu zbyt ciasno, czy też wystraszył się czegoś, nie wiem. Parę dni temu znowu zaobserwowałem wlatującą do środka bogatkę – może szuka już czegoś na nowy sezon? Zapraszam.
O otwarciu skrzynki pisałem w czasie przyszłym. Czytałem różne źródła, mówiące o czyszczeniu wnętrza, jedno z nich podawało sprzątanie po każdym lęgu. Bardziej przekonuje mnie jednak wykładnia, która odwołuje się do Ustawy z dnia 16 kwietnia 2004 o ochronie przyrody, czyli sprzątamy po 16 października. A tu wybrany przeze mnie fragment:
„Art. 52.

1. W stosunku do dziko występujących zwierząt gatunków objętych ochroną gatunkową mogą być wprowadzone następujące zakazy:
(…)
3) umyślnego niszczenia ich jaj, postaci młodocianych lub form rozwojowych;
(…)
7) niszczenia siedlisk lub ostoi, będących ich obszarem rozrodu, wychowu młodych, odpoczynku, migracji lub żerowania;
8) niszczenia, usuwania lub uszkadzania gniazd, mrowisk, nor, legowisk, żeremi, tam, tarlisk, zimowisk lub innych schronień;
(…)
14) fotografowania, filmowania lub obserwacji, mogących powodować ich płoszenie lub niepokojenie; [dobry temat na wpis – przyp. autora]
(…)
2. W stosunku do gatunków zwierząt objętych ochroną gatunkową mogą być wprowadzone, w przypadku braku rozwiązań alternatywnych i jeżeli nie są szkodliwe dla zachowania we właściwym stanie ochrony dziko występujących populacji chronionych gatunków zwierząt, odstępstwa od zakazów, o których mowa w ust. 1 i 1a, dotyczące:
1) usuwania od dnia 16 października do końca lutego gniazd z budek dla ptaków i ssaków;
2) usuwania od dnia 16 października do końca lutego gniazd ptasich z obiektów budowlanych lub terenów zieleni, jeżeli wymagają tego względy bezpieczeństwa lub sanitarne”

Tyle ustawodawca. Po 16. postaram się pokazać, co było w środku. Trzymam kciuki za siebie, żeby był to jeden z wielu kolejnych wpisów.

Miłego weekedu!

Memento mori

Długa przerwa w pisaniu na szczęście nie była związana z miejscem, które dziś opiszę. Ot, banalnie, były wakacje, były problemy, wydatki, alternator w jednym, akumulator w drugim samochodzie (łączny wiek obu – 30 lat…). Coś nie tak z tym prądem u mnie. O tym, co w trakcie urlopu zobaczyłem/sfotografowałem, prawdopodobnie napiszę w którejś z kolejnych notek, chociaż tym razem spotkałem się z osobliwościami bardziej ludzkimi, takim wręcz współczesnym folklorem.

Wracając do tematu, skąd tytuł?
Z ostatnich wycieczek w „ostępy” wyniosłem klika wniosków, m.in. taki, że w lasach panuje cisza w eterze. Prawdziwe ptasie radio nadaje w miejskich parkach, blisko naszych osad. Specyficznymi miejscami, przyrodniczo podobnymi do parków są cmentarze. Często odwiedzam cmentarz komunalny na poznańskim Junikowie. Jest to spory teren (92,69 ha, jak podaje zarządca), częściowo wydarty z lasu.  Od jego założenia w 1950 r., wśród wytyczonych z rozmachem alejek wyrosła pokaźna flora, głownie tuje, sosny oraz dęby.

Nie, nie chodzę na cmentarz po to, żeby zaistnieć w Internecie i mieć zdjęcia na blogu. Niemniej zdarzyło mi się zabrać aparat ze sobą. Dzięki temu zapoznałem się z miejscową populacją zięby (fringilla coelebs). Zięba jest jednym z najbardziej rozpowszechnionych gatunków ptaków w Polsce, a mimo to sądzę, że sporo osób nie do końca wie, jak wygląda ten ptak i nie rozpoznałoby go na zdjęciu. Było tak i ze mną. No to proszę, oto zięba (a konkretniej samiec, pięknie wybarwiony wiosną):

Zawsze mój uśmiech budzą opisy ptasiego śpiewu. Profesor Jan Sokołowski, na którego pewnie nie raz jeszcze się powołam, tak opisywał śpiew zięby:

krótka, melodyjna zwrotka złożona z trzech części, np. „cicicitjutjutjutju-widział”, zakończenie zmienne, lecz zawsze w tonie wyraźnie wymówionego słowa (Ptaki Polski, 1988, s.28).

Piękny śpiew zięby sprawił, iż była ongi łapana do niewoli i wystawiana w konkursach! Na szczęście nie wolno już tak postępować. Zięby śpiewają za darmo i dla wszystkich. Wg Brzechwy można nawet zamówić indywidualny występ.

 Ptasie plotki

Usiadła zięba na dębie:
„Na pewno dziś się przeziębię!
Dostanę chrypki, być może,
Głos jeszcze stracę, broń Boże,
A koncert mam zamówiony
W najbliższą środę u wrony.”
Jęknęły smutnie żołędzie:
„Co będzie, ziębo, co będzie?
Leć do dzięcioła, do buka,
Niech dzięcioł ciebie opuka!”
Podniosła lament sikora:
„Podobno zięba jest chora!”
Gil z tym poleciał do szpaka.
„Jest sprawa taka a taka:
Mówiła właśnie sikora,
Że zięba jest ciężko chora.”
Poleciał szpak do słowika:
„Ze słów sikory wynika,
Że zięba już od miesiąca
Po prostu jest konająca.”
Słowik wróblowi polecił,
By trumnę dla zięby sklecił.
Rzekł wróbel do drozda: „Droździe,
Do trumny przynieś mi gwoździe.”
Stąd dowiedziała się wrona,
Że zięba na pewno kona.
A zięba nic nie wiedziała,
Na dębie sobie siedziała,
Aż jej doniosły żołędzie,
Że koncert się nie odbędzie,
Gdyż zięba właśnie umarła
Na ciężką chorobę gardła.

Bocian miejski

Do kraju tego, gdzie winą jest dużą

Popsować gniazdo na gruszy bocianie,

Bo wszystkim służą…

Tęskno mi, Panie…

 

Wbrew cytatowi, nie będzie to post o bocianach białych, wpisanych w wyidealizowany obraz polskiej wsi, a przynajmniej nie będą one motywem przewodnim. Będzie to post o bocianach czarnych w umiarkowanie wielkim mieście. Bocian czarny (ciconia nigra), jak wskazuje nazwa, to czarny bocian. Norwidowi trudno byłoby raczej wspominać gniazda tych ptaków, gdyż aż do pierwszej połowy XX w. ich populacja znajdowała się na równi (mocno) pochyłej. Tym bardziej, że zamiast prasłowiańskich grusz wybierały one raczej dzikie ostępy, z dala od ludzkich siedzib.

 

(Wstępny plakat filmu Czarny bocian, biały bocian)

Gdyby jednak Norwid żył w naszych czasach i, podobnie jak ja, znalazł się nad poznańskim Jeziorem Maltańskim w południe upalnego, lipcowego dnia, pewnie dopisałby kolejną zwrotkę „Piosnki”. Pytanie, czy nadal byłoby mu tęskno. W każdym razie jej treścią byłaby ruchliwa ulica Jana Pawła II, a obok niej, przed przepustem zwanym Śluzą Cybińską, znalazłby się brodzący bocian czarny.

 

Przeczytałem w Internecie, że Poludniowowielkopolska Grupa OTOP prowadzi program „Aktywna ochrona bociana czarnego w Południowej Wielkopolsce”. Być może to spotkanie jest zasługą tego programu? Ponieważ jednak Poznań nie leży w południowej Wielkopolsce, więc, zamiast do nich, wysłałem wiadomość do pani Agaty z Poznańskiej Grupy OTOP (przepraszam za pisanie po imieniu, ale po co publikować czyjeś dane bez zgody). Myślałem, że może bocian uciekł z pobliskiego zoo albo ma jakiś problem, skoro tak siedzi w kanale wśród ludzi. Otrzymałem uspakajającą odpowiedź, z której wynikało, że to pozytywna informacja i tego typu sygnały są coraz częstsze. Wnioski są takie, że: a) populacja zwiększa się, b) bociany czarne, wcześniej nieufne wobec ludzi, zmieniają swoje obyczaje.

 

Pożyczając dane z Wikipedii można uświadomić sobie, jak duża jest dysproporcja w liczbie par bocianów białych (52500 w 2004) i czarnych (1800 – 2300 w 2011). Bohater dzisiejszego wpisu jest nieco mniejszy od popularnego kuzyna, najczęściej można go spotkać w płytkich strumykach, gdzie brodzi w poszukiwaniu pożywienia, głównie ryb i żab (a jednak!). Koleguje się z bobrem – twórcą rozlewisk. Jak jednak widać na załączonych obrazkach, nie gardzi też tymi antropogenicznymi.

 

Pamiętajmy, jak wielką winą jest popsować gniazdo bocianie! Na wypadek, gdyby kogoś nie przekonywała poezja, pomoże prawo:

W Polsce bocian czarny jest objęty ochroną ścisłą (Rozporządzenie Ministra Środowiska z dnia 28 września 2004 w sprawie gatunków dziko występujących zwierząt objętych ochroną). Dodatkowo nie obejmują go odstępstwa od zakazów dotyczących zwierząt chronionych oraz ma status gatunku wymagającego ochrony czynnej. Wokół jego gniazd tworzy się strefy ochronne: w promieniu około 100 m – strefę ścisłej ochrony całorocznej oraz w promieniu około 500 m strefę, w której nie można przebywać w okresie od 15 marca do 31 sierpnia. W strefie ochrony ścisłej nie prowadzi się jakiejkolwiek działalności (np. pozyskania drewna).

(Cytat ze strony http://www.bocian.org.pl/bocian-czarny/ochrona)

Dobrze mieć (pleszkę za) sąsiada, cz. 1

Mój sąsiad (nazwisko znane redakcji) wziął się do prac na wolnym powietrzu i uporządkował swoją część ogródka. Pocięte drewno zyskało dach nad korą i stało się domem dla pleszek. Samca rozpoznałem od razu, co do jego partnerki miałem wątpliwości ze względu na spore podobieństwo do samicy kopciuszka. Co więcej, ze zdziwieniem przeczytałem w kieszonkowym atlasie Pascala (2010, s. 53), że mogą wystąpić mieszane lęgi tych gatunków.

 
Szanowni państwo zaprezentowali mi się w deszczowy dzień, jednak ze względu na ich dużą ruchliwość udało mi się wykonać jedynie dwa niezbyt ostre zdjęcia.


Po jakimś czasie zaprzyjaźniłem się z sąsiadem-pleszką na tyle, że teraz robię mu zdjęcia do portfolio. Za to jej całe dnie nie ma. A może jest, tylko nie lubi wychodzić w taki upał. Możliwe też, że nie chce mieć swojej teczki. Nie dowiedziałem się od mojego przyjaciela zbyt wiele na ten temat, gdyż za każdym razem nabierał owadów w dziób. W końcu to rodzina muchołówkowatych.


Prof. Sokołowski (1988, s. 66) pisze, że pleszka, gdy niepokoi się na widok człowieka, wydaje dźwięki typu „łik-tak”. Faktycznie je słyszę, nie dziwi mnie to zresztą szczególnie. Gniazdo znajduje się w ogródku, w którym zdarza się też przebywać mnogiej liczbie małych, lecz samobieżnych i głośnych dzieci (nie moich). Nie pomaga też pobliska budowa bloku, póki co opierająca się na wbijaniu pali w ziemię. Nie polecam na wakacje. Czasem mam wrażenie, że te pleszkowe nawoływania układają się w zdania: „za rok wysiadujemy w lesie”, „mówili, że to okazja” itp.

 
Ja jednak chciałbym, żeby pleszki (phoenicurus phoenicurus – to chyba na cześć płomiennego ogona) u nas zostały. W tym roku w ogóle nie dokuczają nam owady.

 
Cdn.

Life is life

Dziś wpadł do mnie Kolega wraz z Ojcem Kolegi w ważnej sprawie. Pozdrawiam obu serdecznie. OK patrząc na budkę lęgową zapytał, czy wiem, kiedy będę chciał się jej pozbyć. Ja na to, że nigdy (!). Prawidłowa odpowiedź brzmiała – gdy zamieszkają w niej szerszenie. Na szczęście w mojej budce lęgowej nie mieszkają szerszenie. W tym roku mieszkają bogatki. Zresztą szerszenie podobno są pożyteczne.
Ponieważ jednak powinienem zacząć z wysokiego C, dam zdjęcie z zeszłego roku, z końca kwietnia. Wtedy w budce mieszkały mazurki.
Mazurki? Takie wróble? Zza krzaka? No tak, te „drugie” wróble. Passer montanus. Samiec i samica są tak samo ubarwione, a najłatwiej odróżnić je od „typowego” wróbla po plamce na policzku.
Wysokie C, bo od razu w pierwszym poście pojawia się miłość i współżycie.

Modele: Państwo Mazurek z Dębca

Zdjęcia: KM

Budka: z Tarnowa Podgórnego

Dzień dobry! O co chodzi?

Jak to w blogu, chodzi o to, by jedna osoba przeczytała/obejrzała to, co umieściła inna. Tą inną osobą jestem ja, czyli Krzysztof. Posiadam aparat kompaktowy z zoomem optycznym 35x, co odpowiada obiektywowi analogowej lustrzanki o ogniskowej 840mm. Nie wnikając w szczegóły, jestem beneficjentem tego, że duże powiększenie trafiło pod strzechy. Trafiło już zresztą i większe. Pozdrawiam prychających pod nosem posiadaczy lustrzanek.

Zabawa w fotografowanie zaczęła się w momencie, w którym okazało się, że małe ptaki na zdjęciach o dużym powiększeniu to nie tylko wróble. To prawda – robiąc zdjęcia często zrazu nie wiem, co dokładnie fotografuję. Taki urok słabszego wzroku. Skoro jednak zacząłem poruszać się w miarę możliwości z aparatem pod ręką, udało mi się zrobić kilka ładnych zdjęć. Z niektórymi wiążą się historie. Może komuś się spodobają, a nawet przydadzą?

Obiecuję, że postaram się publikować posty bez błędów merytorycznych. Nie jestem jednak ornitologiem, więc nie powinienem uchodzić za autorytet. Przede wszystkim chciałbym, żeby mój blog pomógł tym, którzy próbują poznać lepiej otaczającą ich faunę, a podobnie jak ja, nie są ani fachowcami, ani doświadczonymi zapaleńcami. W końcu o to chodzi. Gdybym prowadził blog z przepisami, to nie umieszczałbym zdjęć z restauracji. Gdybym prowadził blog szafiarski… oh, wait. Mam nadzieję, że z biegiem czasu czytający zaobserwują u mnie „wzrost formy”.

„Kto to będzie czytał???” Nie wiem, ale na wszelki wypadek założyłem sobie profil na Facebooku. Przynajmniej znajomi klikną.

Serdecznie pozdrawiam moją koleżankę Kasię, która namówiła mnie do założenia tej strony.